Rok za rokiem rozgrywa się w Wielkiej Brytanii i pokazuje nam pewną wizję przyszłości na najbliższe 15 lat od 2019 roku zaczynając.
Mogłabym określić serial jako takie trochę political fiction, a także pokazujący nam jak zmienia się świat technologicznie i moralnie. I jak w tym wszystkim odnajduje się rodzina, nasi główni bohaterowie, Lyonsowie. Pomimo, że liczba postaci jest spora, łatwo jest połapać się kto jest kim. Mamy czwórkę rodzeństwa, Stephen'a, najstarszego brata, posiadającego dobrą pracę, zamożnego człowieka, który już dawno założył swoją rodzinę, jest mężem Celest, a razem wychowują dwie córki. Dalej jest Edith, aktywistka, z którą przez większość czasu rodzina ma kontakt internetowy, lub gdy widują ją w mediach, następny w kolejnści jest Daniel (mój ulubieniec), urzędnik ratusza często pracujący w terenie, jego partnerem jest Ralph, który niedługo po rozpoczęciu akcji zostaje jego mężem. I najmłodsza z rodzeństwa Rosie, samotna matka z dwójką dzieci, pracująca w stołówce, pozytywna kobieta poruszająca się na wózku ze względu na wrodzoną wadę kręgosłupa i starająca się znaleźć miłość swojego życia. Na koniec oczywiście jest jeszcze wspaniała babcia Muriel, właścicielka dużego rodzinnego domu, do którego zjeżdża się reszta na święta i ważniejsze okazje. Nadprogramowo chce przedstawić jeszcze Viktora, który też odgrywa tu znaczącą rolę, jest uchodźcą, który uciekł do Anglii z Ukrainy, gdzie był torturowany (również wzbudził moją sympatię). Jako ostatnią trzeba wspomnieć panią polityk, którą w zasadzie znamy tylko z jej telewizyjnych i tych mniej telewizyjnych przemówień, Vivienne Rook, w którą wciela się Emma Thompson.
Akcja w serialu nie pozwala nam ziewać i nudzić się, w końcu w 6 odcinkach, gdzie każdy trwa prawie godzinę, udało się upchnąć 15 lat, więc czas tutaj leci niezwykle szybko, a między wydarzeniami fabularnymi serial stara się nam często przemycić informacje z kraju, Europy i świata.
Co najbardziej przeraża podczas oglądania? Otóż to, że przedstawiona wizja przyszłości nie jest wcale tak nierealna jak mogłoby się wydawać. Część z przedstawionych wydarzeń dzieje się już teraz na naszych oczach, gdy spojrzymy chociażby na sytuację uchodźców, problemy ekonomiczne albo na międzynarodowe konflikty polityczne. Dlatego warto oglądać to co się dzieje w serialu w skupieniu i samemu móc dojść do pewnych wniosków, bo właśnie to niesie ze sobą ta opowieść, żebyśmy sami zaczęli myśleć, żebyśmy sprzeciwiali się złym postępowaniom i zastanawiali w którą stronę właśnie zmierzmy, MY jako cała ludzkość, kiedy coraz bardziej unowocześniamy nasz świat, kiedy zastępują nas maszyny, kiedy od urodzenia otaczamy dzieci monitorami, nowymi technologiami i kiedy sami popadamy w ten technologiczny wir, nie zwracamy uwagi na szkody jakie wyrządzane są naszej planecie i jakie sami jej wyrządzamy chociażby zużywając tony plastiku, który spokojnie moglibyśmy ograniczyć w codziennym życiu, czy kiedy głosujemy na tych, którzy wcale nie chcą poprawić naszej sytuacji politycznej. To wszystko, w trochę przerysowanej wersji próbuje pokazać nam ten miniserial.
Jeszcze raz bardzo polecam Years and Years, zobaczcie i sami ukształtujcie swoją opinię.
Klaudia




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz